piątek, 25 lutego 2011

Bo chcę więcej

Jak donosi fakt.pl(raczej traktowana mało racjonalnie gazeta przeze mnie), pani Jolanta Kwaśniewska domaga się, by pierwszym damom płacono pensje za bycie tym, kim są, tak samo jak prezydentom. Oto źródło: link

Czy to dobrze? Sama pani Jolanta mówi, że żeby być tym, kim była, zrezygnowała z pracy natychmiast po elekcji jej męża, a miała tylko dwa miesiące do zdobycia licencji. 
Można jednak śmiało powiedzieć, że nikt jej tego nie kazał robić. Przecież mogła pracować tam dalej, czy to do zrobienia tej licencji, czy nawet w celu dalszego się doskonalenia w branży. Mogę się mylić(jak tak, to poprawcie mnie), jednak chyba nie ma przepisu mówiącego, że małżonek prezydenta nie może się spełniać sam sobie. A skoro czegoś takiego nie ma, to ten argument jest troszkę niepoważny.

Można zastanowić się dalej, co w takim wypadku z jej ówczesnym życiem. Wydaje mi się, że pani prezydentowa prowadzi(ła) swoją fundację, w której pracownicy pensje też pobierają. Nikt jej nie broni podbijać biznesu, a mogłaby stanowić naprawdę dobrą, wyjściową markę dla firmy szukającej osoby z doświadczeniem w kontaktach międzynarodowych. W końcu nie po to jeździła całe życie z mężem po świecie, nie po to wgryzała się tajniki światowej polityki, by teraz z takich doświadczeń nie korzystać. A jakie wpływy reklamowe mogłaby ze swojej facjaty czerpać. Byłaby to zupełnie uczciwa praca. Tak więc wcale pani Jolanta nie potrzebuje jakiś pieniędzy z budżetu na "odszkodowanie" za ekskluzywne życie obok męża, nawet jeśli było też przy tym sporo pracy, ale jak napisałem wcześniej, sama przecież to wybrała.

No dobrze, a co z czasem, kiedy była żoną prezydenta? I co z małżonkami prezydentów ówczesnych? Wydaje mi się, że pensja męża w wysokości około 20000 zł jest dość spora, zwłaszcza, że statystyczny dochód pracującego człowieka w naszym kraju wynosi około 3200 zł. Tak więc dwoje, ciężko pracujących ludzi, zarabia średnio około 6400. Tak więc sam prezydent ma więcej na oboje małżonków. Dodatkowo zliczając wszystkie przejazdy luksusowymi limuzynami czy wystawnymi bankietami z wykwintnym jedzeniem, okazałoby się, że mają jeszcze więcej. Czy więc żebranie o jakieś dodatki jest tutaj na miejscu? Inną kwestią mogłaby być sprawa samej wysokości zarobków, by sam prezydent miał zarabiać więcej, z różnych przyczyn, ale przecież nie o tym mówimy. I nie oszukujmy się, niepracująca kobieta czy bezrobotny mężczyzna nie odprowadza składek na ZUS, nawet jeśli w kwestii swojego utrzymania tymczasowo zbiera puszki lub maluje sąsiadowi garaż. Tak więc jest to nierówne traktowanie obywateli. No ale, jak to w komunie obowiązywało, są równi i równiejsi. Bo czy spółka płacąca prezesowi za funkcję, na którą został wybrany, płaci też jego żonie(lub mężowi) za to, że pierze w domu rzeczy albo zmieni koło w aucie, co jest pracą wpływającą na efekt tego drugiego?

I jeszcze tylko na koniec. Nie tak dawno czytałem w Angorze, że pani prezydentowa w swojej szafie posiada dość drogie torebki. Ja za kwotę, jaką ta pani wydaje na podręczny składzik kosmetyków i innych dupereli, mógłbym ubrać się cały i jeszcze kupić coś na obiad. Wnioskuję więc, że aż tak źle, to się państwu Kwaśniewskim nie powodzi, coby musieli jeszcze od państwa dostać, i to jeszcze po przysłudze państwowej, a nie w trakcie, dodatkowe granty za urzędowanie.

2 komentarze:

  1. Na niebiesa! Tego to jeszcze nie było... odszkodowanie za pierwszodamowanie...

    Niek pani Jolanta nie zgrywa kobiety pokrzywdzonej... a może to dopiero przygrywka? Zapisała się do Feministycznej Grupy Wyzwolenia Kobiet, czy co?

    Z podobnego względu każda kobieta i/lub mężczyzna rezygnujący z kariery naukowej/zawodowej/pijackiej powinien(powinna) otrzymywać odpowiednią 'rekompensatę' od (nie)rządu...

    No cóz...

    OdpowiedzUsuń
  2. biedactwo.

    chociaż faktowi ja bym jednak nie ufała ;) to taki niby-fakt ;)

    OdpowiedzUsuń